Najlepszy sposób na koniec jednej podróży? Zacząć myśleć o następnej.
Weekend nad morzem poza sezonem. Pociąg do miasta, w którym dawno nie byliśmy. Hotel godzinę od domu. Jedna noc, dobra kolacja i późne śniadanie.
Czasem sama świadomość, że coś czeka w kalendarzu, wystarczy.
Powrót nie musi oznaczać powrotu do dokładnie tego samego.
Może oznaczać zapach winogron wieczorem, lato zostawione na stoliku kawowym, porządek w torbie i kolejny wyjazd zapisany małymi literami w kalendarzu.
Bo być może najlepsze w rutynie jest właśnie to, że od czasu do czasu można z niej wyjechać.